Андрей Мальгин (avmalgin) wrote,
Андрей Мальгин
avmalgin

Поэт Коморовский

Новый польский президент Бронислав Коморовский, оказывается, пишет стихи. Точнее длинные такие басни. Их иногда публикуют.

Пытался я одну из них прочитать - под названием "Жаркое в Дзерванах". Читал я эту сатиру и перечитывал, силился понять смысл, но не осилил, если честно. Видимо, не знаю польских реалий сегодняшнего дня. Наверное, это что-то актуальное. Начинается так:

Большой стол, уставленный хрусталем и серебром, запах восковых свеч, светская жизнь и празднование. За столом сидит избранное общество, но какие-то унылые, чем-то озабоченные. Что-то их всех беспокоит. Наконец, голоса стихают. "Что мы будем есть? - спрашивают гости друг у друга. - Что подадут к столу? Какие будут блюда? Что будет на серебре и фарфоре?" Писатель сказал: "Будет домашняя птица. Скажу больше: утка, точнее рубец из двух селезней". "Нет, я так не думаю, - возразил режиссер, - нам дадут свинину. Я знаю обычаи этого дома. Здесь на подносе ставят перед гостями свиную голову, сообщая, что этого хотят и Родина, и родственники". "А я слышала, - сказала шепотом актриса, - что, как и раньше, здесь каждому подадут пенис"."О боже, действительно? - чувственно воскликнула соседка актрисы, - неужели снова будет этот восторг?"..

Заканчивается так:

Все ясно и просто: хозяин дома собирается напустить на врагов другого зверя. Исследования показали, что половина поляков хорошо знает, что значит фраза: "Ты говяжья ж...па!"

Если вдруг отыщется среди френдов знаток польской жизни, может, он объяснит, что все это означает. Полный текст басни - тут:



PIECZYSTE W DZIERWANACH

Stół wielki, dostojny, kielichy i srebra,
Zapach świec woskowych, high life i celebra.
Przy stole przezacne towarzystwo siedzi,
Lecz jakieś zgaszone, czymś widać się biedzi.

Coś ich wszystkich dręczy, bo głosy ściszają,
„Co będzie jedzone?” przez stół się pytają.
Co dzisiaj podadzą, jakie wniosą danie,
Co na srebrach będzie i na porcelanie?

„Drób będzie” – rzekł pisarz. „Powiem więcej, kaczki,
Albo dla promocji z dwóch kaczorów flaczki.”
„Nie” – bąknął reżyser. – „Jak mi się wydaje,
Wieprzowinę dadzą. Znam domu zwyczaje.

Tu świński łeb kładą przed gośćmi na tacy,
Mówiąc, że Ojczyzna tak chce i Rodacy.”
„A ja usłyszałam” – szepnęła aktrisa –
„Że dadzą jak kiedyś każdemu penisa.”

„O Boże, naprawdę? Znów będzie ta gratka?”
– pisnęła zmysłowo aktrisy sąsiadka.
„Byle nie kroili, byle nie siekali,
Nie piekli na grillu i nie gotowali!”

„Być może” – ktoś dodał – „będzie coś z barana,
Bo słyszałem w radio dziś z samego rana,
Że baran by tylko lub inny idiota
Nie pojął intencji posła Palikota.”

***

A tu proszę, wnoszą pyszną wołowinę,
Wołowe pieczyste w obiadu godzinę.
Krzyk przmknął wzdłuż stołu: „A czemu to tak,
Nie baran, nie penis, nie świnia, nie ptak?

Gdzie znikły te dawne Janusza pieczyste,
Gdzie wszystko tak proste, tak wprost oczywiste,
Że człowiek zajada i wie, co to znaczy,
Czym serce swe cieszy i kiszki swe raczy?”

„Niech ktoś to wyjaśni, skąd takie są zmiany,
Dlaczego dziś wołem nas karmią Dzierwany?”
I wszystko wyjaśnił pan prezes czy inny
Profesor, dyrektor – domownik gościnny:

„To jasne i proste: gospodarz zamierza
Od jutra innego na wrogów szczuć zwierza,
Gdyż sprawdził w badaniach: Polaków połowa
Wie dobrze, co znaczy „Ty d...o wołowa!”
Subscribe
  • Post a new comment

    Error

    Anonymous comments are disabled in this journal

    default userpic

    Your IP address will be recorded 

  • 17 comments